
Na początek słów kilka..
Śniłam dziś o moim bracie.
Wielu może nie wydać się to godne wspomnienia, a cóż dopiero dłuższego wpisu, jednak gdy żył, nie śniłam o nim wcale. Tak, mój brat odszedł pół roku temu i od tej pory regularnie gości w moich snach. A to pogania mnie przy pakowaniu walizek, a to poucza mnie w trakcie walki na śmierć i życie jak posługiwać się przyciskami na joysticku, bawi się z moim kotem, który w podróży uprzedził go zaledwie o cztery miesiące. Czasem też po prostu siedzi i na mnie patrzy.
Mam na imię Paulina i już na samym początku powiedziałam Wam o dwóch najboleśniejszych wydarzeniach, z którymi przyszło mi się w ostatnim czasie zmierzyć. Ci, którzy znają moje, nazwijmy to, przygody, wiedzą, że z takich chwil mogłabym spokojnie stworzyć wielogodzinny dramat teatralny, a zebranych przeze mnie doświadczeń wystarczyłoby na obdzielenie całej, wcale niemałej trupy aktorskiej.
Nie jestem tu jednak po to, by przedstawiać swój tragiczny życiorys, a przynajmniej nie tylko życiorys, i nie w tradycyjnej, biograficzno-chronologicznej formie. Nie mam zamiaru komponować łzawych obrazów, które spowodują w Czytelniku nieodpartą potrzebę sięgnięcia po środki uspokajające, jednak nie mam też wątpliwości, że wiele wzmianek z mojego życia się tu pojawi, i pewnie często przychodzić będą „z- mojego ulubionego -Nienacka”. O czym zatem będę tu opowiadać?
Mogłabym rzec, że o wszystkim i o niczym, jednak nie byłoby to nawet w najmniejszym stopniu prawdą. Mówienie o niczym uważam za rzecz niezwykle zbędną do tego stopnia, że nie lubię nawet powtarzać mniej istotnych kwestii, których przypadkowy odbiorca mógł, z wielu przyczyn, nie dosłyszeć. Bo jeśli jakaś myśl nie wnosi nic do życia naszego i naszego otoczenia, a i takie przecież się w głowie pojawić potrafią, po co obarczać nimi innych? Co dopiero pisać o rzeczach, które nie mają wartości w mniemaniu samego autora. Zaprawdę okrutna strata to czasu..
Mimo wszystko jednak pisać o czymś trzeba. Zwłaszcza gdy klawisze maszyny do pisania przyciągały od dziecka, a każdy kolejny laptop czy tablet przed zakupem startuje w konkursie na najlepsze narzędzie pisarza. Więc pisać i pisać – takie jest zadanie. Dlaczego na blogu? Bo pisanie na papierze jest dziś nie tyle nie modne, ile nie praktyczne, jeśli chce się te swoje wylewności pokazać zewnętrznemu światu.
Tak na marginesie, cały czas na moim biurku pojawiają się kolejne notatniki, notesy. Po latach stałam się nawet ponownie posiadaczem wiecznego pióra. Także takiego tradycyjnego, wyposażonego w komplet stalówek do kaligrafii. Prezent od brata na ostatnie wspólne święta.. Regularnie też prowadzę różnego rodzaju zapiski. Wiersze, opowiadania, miniatury. Czasem są to jedynie pojedyncze zdania. Ile z nich pojawi się tutaj? I o czym w końcu będę pisać?
Felietonista, podobnie jak wcześniejszy MajsterSztuk, nie jest przypadkowym tytułem. Choć nie mam urzędowego papierka, gwarantującego mi zatrudnienie w instytucjach wysokiej kultury, ze sztuką mam do czynienia od dziecka. Piętnaście lat edukacji muzycznej nie poszło w zapomnienie tak jak i tony przeczytanych książek, stosy zapisanych kartek, czy też godziny obejrzanych spektakli i filmów. Spory udział w kształtowaniu całej mojej osoby miały również spędzone na rozmowach z kolegami plastykami, muzykami, aktorami wieczory.
Nic z tego nigdy nie przepadło. I nawet w najciemniejszych chwilach, w których zdawać by się mogło, że nic już się na lepsze nie zmieni, pozostawały żywe, by pewnego dnia, znów wyjść na pierwszy plan. I oto jestem tu, próbując opanować sztukę, jaką jest życie. A nie jest ona łatwa, jednak z wieloma innymi połączona i, chyba właśnie dlatego, czasami całkiem znośna.

3 komentarze
Paysage Sans Toi Handmade
Utożsamiam się z tym i to bardzo mocno ❤️ Piękne i wzruszające !
Paulina MA Khan
Dziękuję i pozdrawiam..
Hanna Szymczak
❤️